#sobotazescorpio – Planetoida spadająca na Ziemię! Bez paniki, to tylko jej próbki.

Zazwyczaj gdy mówi się o przełomowych momentach w eksploracji kosmosu, na piedestał wynoszone są osiągnięcia radzieckie lub amerykańskie. Zimna wojna wykreowała dwie potęgi wyścigu kosmicznego, który choć dziś mniej zacięty i bardziej nastawiony na współpracę, w pewien sposób dalej trwa. Co więcej, od kilkudziesięciu lat pretendentów do przełomowych osiągnięć przybywało.

Jest rok 2000. Już nikt nie będzie pierwszy w kosmosie, na orbicie okołoziemskiej czy na Księżycu. To wszystko zostało zrobione wiele lat temu. Na Marsa z kolei jest jeszcze za wcześnie. Za 20 lat też będzie za wcześnie, więc nie ma co o tym marzyć. Jednak naukowcy z Japońskiej Agencji Eksploracji Aerokosmicznej JAXA mają pewien sprytny plan. W końcu, jak wielu im podobnych też chcą osiągnąć coś jako pierwsi!

Sprytny plan

Założyli więc, że chcą badać planetoidy. Ale nie tak jak to robiono dotąd w misjach Galileo, NEAR Shoemaker czy Deep Impact. Chcą badać planetoidy w swoich, ziemskich laboratoriach. Tak zrodził się pomysł na misję Hayabusa. Misja ta zakładała dogonienie planetoidy i badanie jej pod wieloma względami, ale również pobranie z jej powierzchni próbek materiału oraz powrót na Ziemię. Brzmi jak szaleństwo? Co z tego!

Pomimo opóźnień spowodowanych problemami technicznymi misja wystartowała 9 maja 2003 roku. Pierwotna docelowa planetoida Nereus została zamieniona na planetoidę Itokawa. Jeszcze tego samego roku nastąpiła potężna eksplozja na Słońcu wyrzucając w przestrzeń kosmiczną potężny strumień wiatru słonecznego. Efektem było uszkodzenie baterii słonecznych sondy. To spowodowało zmniejszenie mocy silnika jonowego zasilającego satelitę. W efekcie sonda wykonała przy planetoidzie dwa z trzech planowanych lądowań i musiała szybciej wracać na Ziemię.

Ekscytujący, choć skrócony pobyt

We wrześniu 2005 roku sonda dotarła do planetoidy Itokawa. Badania rozpoczęto od serii zdjęć, następnie podjęto próby znalezienia dobrych miejsc, w których można by wylądować. Ostatecznie, 19 listopada 2005 roku sonda osiadła na powierzchni ciała. Co prawda na tym etapie posiadała ona jedynie jedno sprawne koło zamachowe (z trzech, dla każdej z osi obrotu), jednak to wystarczyło. Po około 2 miesiącach badań w dwóch różnych lokalizacjach, sonda otrzymała komendę odpalenia swoich silników jonowych i powrotu na Ziemię.

Spektakl na australijskim niebie

W czerwcu 2010 roku misja zaczęła zbliżać się ku końcowi. Próbki zostały umieszczone w specjalnej kapsule mającej podczas wejścia ochronić je przed działaniem wysokiej temperatury i powstającej plazmy. Kapsuła lądownika odłączyła się od sondy Hayabusa około 400 tys. km od Ziemi. Następnie podczas wejścia w atmosferę i lądowania doświadczyła przeciążeń rzędu 25G. Kapsuła wraz z innymi elementami sondy weszła w Ziemską atmosferę w okolicy Australii. To właśnie tam wylądowała rzeczona kapsuła. Wchodząc w atmosferę i płonąc sonda rozświetliła nocne niebo mieszkańców południowej Australii.

Jedenasta rocznica tego wydarzenia przypada jutro. Lądowanie kapsuły odbyło się bowiem 13 czerwca 2010 roku. Ze Strefy Zakazanej Woomera próbki trafiły do laboratorium, gdzie zostały poddane dalszym badaniom przez zespół naukowców JAXA.

JAXA z palmą pierwszeństwa

Był to milowy krok nie tylko dla japońskiej agencji. Pierwszy raz bowiem udało się pobrać próbki z planetoidy i dostarczyć je bezpiecznie na Ziemię. Co ważne na tym nie poprzestano i już 4 lata później misja Hayabusa 2 została wystrzelona w kierunku planetoidy Ryugu, skąd pobrała próbki i powróciła z nimi na Ziemię w grudniu zeszłego roku. Lądowanie również odbyło się w Strefie Zakazanej Woomera w Australii. I choć pewnie motywacją naukowców JAXA nie było być w czymś pierwszymi, a eksploracja kosmosu, to nie można im odmówić, że w pozyskaniu próbek planetoidy i powrocie z nimi na Ziemię nikt ich nie przegonił.