#sobotazescorpio – Poważne plany powrotu na Wenus

Gdy w mediach mówi się o eksploracji bliskiego kosmosu, zazwyczaj tematy dotyczą Księżyca, Marsa, bądź sztucznych satelitów Ziemi. Nie dziwi więc, że duże poruszenie wywołała selekcja nowych misji naukowych ogłoszona 2 czerwca przez NASA. Okazuje się, że przynajmniej dwie misje międzyplanetarne w najbliższych latach zajmą się nieco, ostatnimi czasy, zapomnianą Wenus.

Nieco historii

Kiedy amerykanie zastanawiali się jak wysłać człowieka na Księżyc, ZSRR podejmowali kolejne próby lądowania swoich sond na powierzchni tej brutalnej w swojej naturze planety. Od 1961 roku wiele podejść spełzło na niczym, kilka z nich powiodło się tylko częściowo. Stan ten zmienił się jednak w połowie grudnia 1970 roku. To właśnie wtedy nastąpiło pierwsze w pełni udane lądowanie na powierzchni Wenus. Radzieccy naukowcy rozwijali technologię, a ich sondy były w stanie działać co raz dłużej po wylądowaniu. Początkowe 23 minuty przy kolejnych próbach wydłużyły się do godzinnych sesji w połowie lat 70. W latach 80. sonda Wenera 13 pobiła rekord długości czasu działania na powierzchni tej nieprzyjaznej planety. 127 minut do tej pory zostaje niepobitym rekordem. Ale dlaczego w ogóle tak trudno przetrwać na powierzchni Wenus?

Piekielne warunki

Pracy na powierzchni nie ułatwia wiele czynników. Pierwszym z nich jest wysoka temperatura. Szacuje się, że w przyjemne wiosenne poranki temperatura powierzchni jest o około 420 stopni wyższa niż w porównywalny wiosenny poranek we Wrocławiu. Temperatura, która topi ołów, nie może ułatwiać działania elektroniki pokładowej sondy. Drugim czynnikiem, który w znaczącym stopniu może wpływać na pracę instrumentów naukowych, jest wysokie ciśnienie. Może wysyłane na Wenus sondy są meteopatami, tego nie wiemy. Jednak 90-krotność ziemskiego ciśnienia atmosferycznego może wpływać na nieco więcej niż samopoczucie. Do takich niecodziennych warunków wystarczy dodać nieco ponad 96% dwutlenku węgla w atmosferze, ponad którego najgęstszymi warstwami rozpościerają się chmury dwutlenku siarki i kwasu siarkowego. Istne piekiełko.

Dlaczego tam w ogóle latać?

Skoro warunki są tak ciężkie, to czego my tam w ogóle chcemy szukać? Nie ma na to pytanie jednoznacznej i prostej odpowiedzi. Od ponad 30 lat żadne urządzenie nie wylądowało na Wenus. Ludzie zawsze byli gatunkiem ciekawskim. Wciąż chcemy dowiadywać się nowych rzeczy, gonić to co niedoścignione, odkrywać to, co jeszcze nie odkryte. Wenus, pomimo bycia celem badań radzieckich naukowców przez ponad 20 lat, wciąż skrywa przed nami wiele tajemnic. Dość wspomnieć newsa z zeszłego roku, który mówił o nienaturalnie wysokim stężeniu fosfiny wykrytej w atmosferze Wenus. Planeta ta, choć tak bardzo nieprzyjazna, posłużyć może zrozumieniu mechanizmów powstawania i ewolucji planet podobnych Ziemi. Naukowcy szukać będą odpowiedzi na pytanie „Jak ewoluowała Ziemia i dlaczego w przeciwieństwie do Wenus nadaje się obecnie do zamieszkania”.

DAVINCI+ i VERITAS

Pierwsza z misji, dziedzicząca swoją nazwę od człowieka renesansu, ma zająć się monitorowaniem atmosfery, sprawdzaniem w jaki sposób powstała i ewoluowała oraz czy na planecie mogły kiedyś istnieć oceany. Druga z kolei będzie mapować powierzchnię, badać skały z zamysłem poznania geologicznej przeszłości. Ustalić ma również czy Wenus jest dalej aktywna tektonicznie oraz czy występują na niej aktywne wulkany.

Misje te wybrane zostały jako dwie z czterech propozycji już na początku zeszłego roku. Ostatecznie z czwórki, to właśnie opisywane wyżej misje wygrały, i otrzymają teraz finansowanie, które pozwoli im stworzyć lądownik, który, kto wie, może pobije rekord działania na powierzchni? A Wy co myślicie? Czy NASA powinna skupić się na Marsie? A może jednak to dobra decyzja i dywersyfikacja doświadczeń z innych misji pozwoli naukowcom lepiej chronić astronautów i projektować roboty dla misji marsjańskich?